Z dedykacją…
Lipiec 27, 2008
‘Dla Pani M.’
Nienawidziłem,
Nienawidziłem, gdy płakałaś w samotności,
A ja nic nie mogłem poradzić,
Nienawidziłem, gdy nie pozwalałaś mi przyjechać,
Choć w pustym mieszkaniu, nocą, samotnie i w strachu zasypiałaś,
Nienawidziłem, gdy mówiłaś „nieważne”,
Mimo że w Twoich oczach widziałem ból i wyrzut, że nie rozumiem,
Pomimo, że tak bardzo się starałem,
I to było dobre,
Starałem się zrozumieć,
Lecz wciąż za mało,
Tęskniłem do tego zrozumienia,
Tęskniłem do spotkań z Tobą,
Nocą tęskniłem, gdy napisałaś „dobranoc”,
Rankiem tęskniłem jakiegokolwiek słowa od Ciebie,
I to było piękne,
Wolałem tego nigdy nie słyszeć,
„To już koniec”,
Wolałem dostać w brzuch kolanem,
Wolałem dostać w zęby kastetem,
Wolałem dostać przez łeb bejzbolem,
Wolałem nawet, chyba, żyć w nieświadomości i kłamstwie,
I to było przykre,
Teraz ból już minął,
Ból, jakby ktoś serce mi łyżką do herbaty wydłubał,
Bo zabawne, że to jednak gdzieś koło serca bolało,
Teraz strup już odpadł,
Świerza tkanka pokryła ranę,
I tylko czasami,
Blizna zaswędzi,
I przypomni o tym, ze czegoś brak,
Dziękuję Ci, pierwsza miłości,
za wspólny czas.